Kiedy pytasz kogoś o opinię i w odpowiedzi słyszysz: Podoba mi się, aż mi się drobne w kieszeni nie zgadzają, wiesz, że nie jest to pozytywna opinia — nawet jeśli nie do końca rozumiesz sens tego zdania. Hasło to pozwoliłem sobie zaczerpnąć od mojej babci, które na potrzeby tego wpisu pasuje idealnie. Otóż przenosząc je na świat kawy w kontekście prywatnych doświadczeń, zmierzam w kierunku wizualnym, a konkretniej, w kierunku serwowania kawy. Co jak co, ale nawet jedna butelka po piwie na plaży potrafi wytrącić człowieka z równowagi i skierować ku myślom, że więcej już tam nie przyjdzie, albo przynajmniej nie szybko. Tak też może się wydarzyć w kawiarni, jeśli udajesz się do niej na filiżankę swojego ulubionego, i nie najtańszego naparu. Pominę tutaj kwestię samopoczucia, bo w różnych momentach u każdego będzie ono inne. I jak jednego razu ta sama rzecz nas nie ruszy, innego po prostu wprawi w stan głębokiego zażenowania.

Ale przejdź do konkretów Kamil — pomyślisz. Się robi. Nagłówek: Jak Cię widzą, tak Cię piszą, nawiązuje, jak już wspomniałem, do serwowania kawy. Nie wiem jak Tobie, lecz dla mnie zamówienie dripa, aeropressu, czy chemexu kojarzy się nie tylko z poznawaniem nowych smaków w kawie, ale także z odkrywaniem naczynek, w których podawana jest kawa od baristy/ki oraz do jakich następnie jest przelewana przeze mnie. Gdy pewnego razu dostałem owocowego dripa z Etiopii, uwaga, w zwykłym białym kubku, delikatnie rzecz ujmując, zdziwiłem się. Kawa mi bardzo smakowała, lecz naczynie? Może i brzmię jakbym przesadzał, jednak — moim zdaniem — nie po to mówi się o trzeciej fali kawy i zwiększonej świadomości konsumenckiej, aby dostać dobrą kawę w kubku, który mi osobiście kojarzy się z piciem zalanej lury przez ojca. I założę się, że nie tylko ja miałbym takie skojarzenie. Czy fajne czy nie, to już sprawa drugorzędna.

Wszystko wpływa na wszystko i nawet jeśli wielokrotnie kawiarnia dowozi jakość od strony kawy, tak od strony marketingu może zniechęcić do siebie ludzi. A aspekt wizualny jest marketingiem. Marketingiem, którego dodatkowo nie da się zmierzyć, co sprawia, że jest on bardzo niebezpieczny, ponieważ za nim może iść, i często idzie, tak zwany marketing szeptany, czyli nic innego, jak zdanie relacji bliskim z pobytu z kawiarni. I tak od białego kubka można dojść do utraty przynajmniej jednego klienta. Nigdy nie dowiadując się dlaczego. A jeśli nie wiemy dlaczego, bardzo łatwo wtedy o wysunięcie hipotezy lub nawet bezpodstawnego przekonania, że wina leży po drugiej stronie.

P.S.

Warto też pamiętać, że żyjemy w czasach relacji na IG, gdzie walory estetyczne wpływają na chęć udostępnienia tego, gdzie jesteśmy i co robimy. Dobra kawa w białym kubku, i mówię to szczerze, że niestety, ale nie została udostępniona.